• Wpisów:44
  • Średnio co: 46 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:23
  • Licznik odwiedzin:10 610 / 2106 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Bardzo dawno mnie tu nie było i strasznie mi szkoda ,że nic nie napisałam przez ten czas. Może w moim życiu nie działo się nic spektakularnego ale mogłam skrobnąć jakiś post od czasu do czasu ale jakoś brakowało mi energii i może trochę czasu.
Powiem Wam ,że pochłaniają mnie ostatnio aniołki. Siedzę w pracowni (o tym też niebawem napiszę) po 12 godzin dziennie i nawet jeśli nie lepię przez ten cały czas to zawsze znajduje się coś do roboty przy tych moich tworach.
Zapraszam Was do obejrzenia wszystkiego może, któraś będzie miała ochotę polubić albo skomentować i napisać swoją opinię o moich lepiankach ? Bardzo by mnie to ucieszyło :)
Zamieszczam link do blogów (mam te same wpisy na dwóch portalach bo nie każdy jest przekonany do pingera)
http://oliwiaart.blogspot.com/
http://artdekooliwia.pinger.pl/
oraz link do fanpage na Facebook'u :
https://www.facebook.com/pages/Oliwia-Art-deko/216479481778557.

A tak poza tym ,że siedzę i lepię to mam troszkę do opowiadania ale myślę ,że rozdzielę to na poszczególne wpisy bo troszkę o remoncie troszkę o uczelni i tak nie chciałabym wszystkiego wciskać w jednym poście.
Zabiorę się teraz za nadrobienie zaległości blogowych i poczytam co tam u Was słychać.

A żeby ten wpis nie był taki tylko tekstowy to dodam taką sobie mnie w New Yorker :) Spodobał mi się taki komplecik ale szkoda mi było na niego wydać skoro póki co nie jest za bardzo potrzebny jeśli mamy za oknem 18' ;(

Dobra lecę czytać co tam u Was :)
 

 
Nareszcie!!!!!!!!! Po ciężkich zmaganiach wreszcie mamy zdjęcia i mogę Wam pokazać małą cząstkę tego jak wyglądał ten dzień.
Mam nadzieję ,że nie zanudzę :)

Tak wyglądało to w kościele :)
Tak przed salą, przed wniesieniem przez próg..
Podczas pierwszego tańca..
.. a tu popijamy :P
Tak na parkiecie szaleje mój mąż :)
A tak ja kombinuje z dwiema butelkami bolsa :)
Tak się prezentowały podziękowania dla rodziców. Dostali kosze kwiatów i nasze zdjęcia z sesji narzeczeńskiej.
Tak kroimy tort :D
A tak wyglądało to podczas zabaw oczepin-owych.
Goście dostawali różne zadania i musieli je wykonać żeby móc wrócić na miejsce. Za każdym razem odejmowano jedno krzesło i kto wykonał je ostatni ten odpadał.
Jednym z zadań było dać całusa Państwu Młodym :):D
Ale było też zadanie ''wrócić z trampkiem Państwa Młodych :)''
A tak pod koniec kręcenia śpiewałam ''Dżagę'' :D
Jest co prawda jeszcze sesja ale poniekąd to co najważniejsze już pokazane więc życzę miłego oglądania i już nie męczę :)
  • awatar Uśmiech każdego dnia :): Jejku jak fajnie :)) tylko pozazdrościć :D Zapraszam do mnie :*
  • awatar Oliw.x): @gość: No oczywiście ,że na całe wesele. Przecież na wszystkich zdjęciach mamy trampki. Goście zmieniali je sobie stopniowo ale koło 12 wszyscy którzy mieli już pozamieniali na trampki. W kościele tylko było elegancko. Zresztą jak widać na zdjęciach.
  • awatar lieblov: bajkowa panna młoda >:D widać ze goście się swietnie bawią :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Byliśmy u fotografa. Nie była to przyjemna rozmowa ale wreszcie wiemy na czym stoimy. W środę mam wpaść do niego i razem zrobimy ten projekt tak jak mi to będzie odpowiadało a w piątek odbierzemy skończoną foto książke, wydruk i zdjęcia dla gości :)
No i tu pojawia się mój dylemat. Nie mogę się zdecydować ,które zdjęcie mam wybrać na ten duży wydruk ,który mamy w umowie. Zastanawiam się czy to ma być zdjęcie z sesji czy może jakieś z pod kościoła, które najbardziej mi zapada w pamięć. Zupełnie nie mogę się zdecydować. Dlatego też może poproszę Was o pomoc.
Dodaję kilka zdjęć ,które sa moimi faworytami i proszę napiszcie, które jest najlepsze , które Wam się najbardziej podoba.
Zdjęcie nie obrazują wiele przez to ,że są ''tylko do podglądu'' i przez ten napis często nie widać naszych twarzy ale ogólny zarys jest :)
A więc to są te ,które podobają mi się z naszej sesji
*1*
*2*
*3*
*4*
*5*
*6*
*7*

Te jest moim ulubionym z pod kościoła
*8*
Uwielbiam też to zdjęcie, które zrobił swoim aparatem mój brat. Może jakość odbiega od tych od fotografa ale uwielbiam je.
*9*

No i nie wiem ,które bym chciała.
Czekam na Wasze opinie :)
Aaa i jeszcze jeśli są osoby ,które anonimowo czytają mojego bloga i nie mają bloga na pingerze to proszę napiszcie Waszą opinie jako gość :) Będę bardzo wdzięczna :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (16) ›
 

 
Mniej więcej od miesiąca ciągnie się temat remontu w naszym małym gniazdku. Póki co nie myślimy jeszcze o całym mieszkaniu bo nie ma na to funduszy ale postanowiliśmy wyremontować pokój w którym mieszkamy :) Jest to nie lada zadnie ponieważ owy pokój pamięta jeszcze czasy moich nastoletnich buntów kiedy to na ścianie wisiały plakaty, ściany były pomalowane w różne napisy a wcześniej przyjęły kilka warstw kolorowych farb :)
Teraz postanowiliśmy zrobić już taki nasz małżeński pokój , który będzie sypialnią, gabinetem i pokojem dziennym w jednym. Póki co oczywiście bo w planach mamy wykończyć górę mojego domu i tam mieć całkiem osobne mieszkanie. Teraz jednak skupiamy się na tym małym kąciku ,który i tak pewnie pochłonie sporo kasy.
Ogólne postanawiania zakładają:
-położenie płyt gipsowych na ścianę i położenie gipsów
-zrobienie z części pokoju szafę z przesuwanymi drzwiami
-wycyklinowanie podłogi tak ,żeby miała swój pierwotny ''sosnowy'' kolor zamiast półek zrobić sosnowe półki na ozdobnych wspornikach
I to byłyby takie najbardziej ogólne. Oprócz tego mamy zamiar kupić jeszcze kanapę, stolik do kawy i nowe biurko ale to zapewne w najbliższej przyszłości.

Na początku mój pokój wyglądał mniej więcej tak.
Na zdjęciach poniżej zaczęłam już z niego wynosić zbędne rzeczy i opróżniać półki. Dlatego też tak pusto wyglądają.
Tu już po położeniu ścian gipsowych :)
I dziś mój kochany mąż zagruntował wszystkie ściany więc za chwilkę bierzemy się za malowanie ;)
Kolory , które wymyśliłam to taka mocna kawa z mlekiem może odrobinę ciemniejsza i beż.
Mamy już farby więc zaraz złapiemy się za pędzle :P
Cieszę się z tego niesamowicie ale też trochę martwię bo wyliczaliśmy ten remont na pewną sumę a tu cały czas wychodzą nowe koszta.
Teraz najbardziej martwię się tymi drzwiami które sobie wymyśliłam do szafy. Byliśmy niedawno w firmie zajmującej się robieniem takich drzwi na wymiar i okazało się ,że za jedne drzwi trzeba będzie zapłacić około 1100zł a nam potrzebne jest dwie sztuki więc jestem podłamana. Norbert stwierdził ,że sam je zrobi. Ale ja dosyć sceptycznie podchodzę do tego pomysłu bo wymarzyłam sobie ,że one będą takie drewniane sosnowe jak podłoga . Z trzema bądz czterema wnękami na takie mleczne szyby. Podobne jak na zdjęciu poniżej.
Ale moje zdecydowanie powinny mieć mniejsze szyby a bardziej widoczne to ,że są z drewna.
Miejmy nadzieję ,że wszystko będzie dobrze i znajdziemy fundusze na to ,żeby nie było żadnej prowizorki.
Póki co idę malować :)
 

 
Rozszarpałabym tego fotografa gdybym tylko mogła! Nie dość ,że czekamy prawie 2 miesiące na zdjęcia! Nie dość ,że nie ma na nich połowy ludzi z mojej rodziny, nie dość ,ze cały czas mnie olewa i robi wszystko po swojemu. I na koniec nie dość ,że do foto książki powybierał 50% zdjęć , których ja w ogóle nie wybierałam to teraz jeszcze pisze mi
,, Kazda zmieniona następnym razem karta to koszt nowego projektu, karty.''
Chyba oszalał!! Ja mam dopłacać dlatego ,że on zrobił coś po swojemu a mi się to nie podoba? Przecież to jest pamiątka dla mnie! To ja mam być zadowolona z tego co tam jest prawda?
Wrrrrrr.! Jestem wściekła. Popsuł mi humor od samego rana a tak wszystko sobie ładnie poukładałam. Za chwilkę miałam wziąć się za ciasto i polepić aniołki a tu chyba nic z tego. Z taką energią to co najwyżej jakieś potworki mogłabym ulepić.
  • awatar inspiracjeiwona: każdy fotograf robi projekt i wysyła ci go do zaakceptowania, skoro Ci się nie podoba ma zmienić za darmo do momentu aż będzie idealnie! przeczytaj umowę, jeśli tam nic nie ma o dopłacaniu to mu to wyraźnie powiedz!
  • awatar Szwedzia Żona: matko, co to za inkompetentny buc? :/ szczerze Ci wspolczuje, mam nadzieje, ze dojdziesz z nim do ladu i skladu dosc szybko :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chciałabym już mieć zdjęcia i film! Nasz kamerzysta już ma wszystko gotowe ale nie może wypalić płytki bo nie ma naszego zdjęcia, które miał mu wysłać fotograf. A fotograf nie dość ,że guzdra się ze wszystkim jak nie wiem co to nawet nie ma czasu 3 zdjęć wysłać kamerzyście! Jestem już zła. Jakieś 2 tygodnie temu dostałam od niego projekt foto książki naniosłam na nim komentarze co ma pozmieniać i wysłałam mu to. Do tej pory jeszcze nie dostał tego poprawionego projektu.

Dzwonię dziś do niego :
O: Cześć z tej strony Oliwia. Chciałam zapytać kiedy wyślesz mi ten projekt?
F: No wiesz dziś tylko nie wiem kiedy bo mam urwanie głowy.
O: OK a kiedy mogę się go spodziewać?
F: No nie wiem , myślę ,że tak gdzieś koło południa.
O: Dobra a wysłałeś Rafałowi te zdjęcia o które prosił? Bo on ma gotową płytę dla nas tylko nie może nam jej wypalić bo nie ma fotek.
F: No wysłałem, może jakieś błędy na e -mailu. Ale ok wyślę jeszcze raz. Oliwia wyślę zdjęcia koło południa , kończę teraz. Pozdrawiam, Cześć.
O: No cześć.
Rozłączyłam się patrzę na wyświetlacz a tam godzina 12:14
O: No tak koło południa....
;/;/;/
 

 
Ostatnio znowu mnie nie było i trochę jestem sama zła na siebie bo obiecałam ,że będę systematycznie pisać i może za 2-3lata (jeśli do tego czasu pinger nie wykituje) będę mogła wejść i powspominać w moim wirtualnym pamiętniku, co się działo w moim życiu. No niestety nawet w tak prozaicznym zajęciu jak pisanie boga nie potrafię być systematyczna. Ale niebawem opowiem wszystko co i jak bo jest co opowiadać. Ruszyłam z moimi aniołkami, razem z Norbertem ruszyliśmy z remontem w naszym pokoiku ale o tym później.
Póki co dziś pokażę Wam coś z tematyki ślubnej. Niestety jeszcze nie doczekałam się zdjęć i filmu od ekipy z mojego wesela ale przebywając w stałym kontakcie z kamerzystą staram się go męczyć cały czas o jak najwięcej. A więc wymęczyłam pierwszą rzecz czyli nasz pierwszy taniec!
Miło mi było wrócić myślami do tego dnia i zobaczyć z innego punktu widzenia jak to wyglądało. Ja pamiętam tylko ,że byłam bardzo zestresowana bałam się ,że pomylę kroki i niestety widać to ,że zamiast dobrze się bawić jestem sztywna i spięta a mój maż wprost przeciwnie :) Mimo wszystko ciesze się z tego niesamowicie!!!!
Ufff to może na tyle opisów a teraz zapraszam do oglądania i czekam na Wasze opinię!
A jeszcze napisze ,że nasz taniec zaczęliśmy wymyślać dokładnie 5 dni przed weselem a w tym czasie Norbert pracował więc mieliśmy czas ćwiczyć go tylko wieczorami przez co przetańczyliśmy go może z 6 razy! Ale jak na taką liczbę ćwiczeń nie jest najgorzej :))
  • awatar ...JR...: świetna z was para, naprawdę dobrana:) Ja mam nieco inne zdanie na temat brania ślubu w młodym wieku, ale wiadomo że ile ludzi tyle opinii:) szczęścia! :)
  • awatar Oliw.x): @DobreWróżki: Hehe. Czy ja wiem czy szybko. Jesteśmy razem już 3 lata, Norbert mi się oświadczył, na co tu czekać? Aż się zestarzejemy i znudzimy się sobą? Chcieliśmy być za siebie odpowiedzialni, mieć pewne sprawy razem, chcieliśmy tworzyć rodzinę a nie zwykły związek na kocią łapę , który w dzisiejszych czasach najczęściej po 4-5 latach się rozpada bo ludzi przy sobie nic nie trzyma. Nie wiem czy to szybko, może i tak ale oboje cieszymy się z tej decyzji :)
  • awatar DobreWróżki: Pierwszy taniec bardzo pomysłowy, super Wam wyszło :) Bardzo podobał mi się pomysł z trampkami oraz tą skrzyneczką na koperty, którą pokazywałaś wcześniej :) najfajniejsze jednak te tablice rejestracyjne :) Jeśli mogę zapytać, to czemu tak szybko wzięliście ślub? :) A.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
W zeszły weekend pojechaliśmy spotkać się z moją siostrą cioteczną jej mężczyzna i ich córeczką Rozaliną. Można by pomyśleć ,że najzwyklejsze w świecie spotkanie gdyby nie fakt ,że Agata, moja siostra, od dziecka mieszka w Kanadzie. Wpada raz na jakiś czas do Polski ale nie mówi płynnie po polsku, jej chłopak Michael nie mówi po Polsku wcale a jej mała córeczka Rozalina mówi po angielsku ale jakąś niewielką część tego co się do niej mówi po polsku rozumie więc wcale nie było łatwo się nam porozumieć :D
Nie mniej jednak bardzo ciesze się z tego spotkania. W dzisiejszych czasach jakoś zatracają się te wszystkie więzi rodzinne. Zwłaszcza widzę to po własnej rodzinie z której członkami często widuję się dwa razy do roku albo nawet tyle nie. Zupełnie przeciwnie do relacji u Norberta. U niego wygląda to inaczej z tego względu ,że wszyscy mieszkają bardzo blisko siebie a u Nas ludzie są rozrzuceni po całym województwie Mazowieckim a i Ci, którzy mieszkają w Warszawie nie widują się wcale często, no chyba ,że mają do siebie jakąś sprawę. Myślę ,że nie wiele w tej kwestii się zmieni bo po prostu nie ma czasu na takie spotkania.

W każdym razie wracając do Agaty i Rozalinki to było na prawdę ciekawe spotkanie. Stół wypełniony gośćmi, My, nasi rodzice, Ciocia z Wujkiem, Babcia no i Agata z chłopakiem i Rozalinką wszyscy rozmawiają po polsku a Agata po trochu tłumaczy nasze rozmowy swojemu mężczyźnie.
Co jakiś czas odzywa się mała Rozalinka ,która jest niesamowicie urocza i wprost nie da się oderwać od niej wzorku wiec nagle człowiek czuje niesamowitą chęć poznania tego języka ,żeby rozumieć co mówią ,żeby móc z nimi porozmawiać normalnie, żeby pożartować z małą.
I przychodzi szara rzeczywistość, Agata nas opuszcza na moment i zostaje sam Michael ,który nie rozumie nic po polsku. Wypadałoby teraz coś powiedzieć o coś zapytać i co? Boję się otworzyć usta z obawy ,że palnę coś głupiego zwłaszcza ,że moja nauka tego języka w ostatnich latach ograniczała się do przygotowania do matury. A to znowu w głównej mierze opierało się na pisaniu jakiś opisów, wyrażeniu opinii niestety pisemnie więc rezultat jest taki ,że nawet jak wiem co powinnam powiedzieć to niestety nie umiem tego wymówić tak żeby nie brzmiało to groteskowo. Czasem mówię jakieś słowo tak jak się je piszę a czasem po prostu brakuje mi słów ,żeby powiedzieć coś dalej i skończyć myśl.
Dlatego też niestety nie odzywałam się dużo chociaż bardzo chciałam.
Mój Norbert jak zwykle zupełnie odwrotnie. Mimo ,że uczył się dużo mniej posiada tak wielką pewność siebie ,że gadał jak najęty przekonany ,że nie ważne czy mówi się poprawnie czy nie ważne ,żeby rozmówca zrozumiał sens tego co chcesz powiedzieć.
Zachował się super bo starał się zagadywać Michaela, chodził z nim na papierosa co przechodziłam to słyszałam ,że coś tam rozmawiają Podziwiam go i cieszę się z tego. Chciałabym żeby widział jak najwięcej i umiał jak najwięcej ale sama tez nie chciałabym się nigdy czuć głupsza niż on więc postanawiam sobie wziąć się za angielski! Póki co będę przeglądać stare zeszyty i czytać to co przerabiałam dotychczas a jak trochę odbijemy się finansowo mam nadzieję ,że może oboje będziemy chociaż w weekendy brać jakieś korki z angielskiego. Na pewno zadbam o to ,żeby zrealizować to postanowienie.
Poza problemami z porozumieniem to bardzo pozytywnie wspominam to spotkanie.
Rozalina odkąd ostatni raz się widziałyśmy strasznie wyrosła.
Tu na zdjęciu, które dostałam od Cioci dwa lata temu.
A tu zdjęcia ,które zrobiłam na szybko telefonem podczas naszego spotkania :)
Jest niesamowita :)
Agata natomiast jest dla mnie bardzo interesującą kobietą. Jej dawne i obecne zainteresowania są ciekawym tematem do niejednej rozmowy a niestety nie było czasu ,żeby dłużej porozmawiać ;(
Mam jednak cichą nadzieję ,że kiedyś wybierzemy się z Norbertem do Kanady do Cioci i Agaty. Pewnie będziemy musieli dużo wcześniej zacząć odkładać pieniądze ale myślę ,że to byłoby znacznie więcej niż jakieś tam wakacje w Chorwacji czy wykupienie all inclusive w biurze podróży na wycieczkę do Turcji czy Tunezji.
Zobaczymy może się uda. Jestem dobrej myśli :)
 

 
(Właśnie napisałam wpis odeszłam od komputera i wszystkie włączone karty się zamknęły. Byłam załamana. To moje 2 podejście ;/.

A więc coś niecoś o wakacjach.
Byliśmy w Chorwacji na wyspie Krk.
Jechaliśmy tam około 18 godzin i to była bardzo długa i męcząca podróż. Zwłaszcza ,że nasz samochód nie miał klimatyzacji a w dniu przyjazdu do celu było 39 stopni.
W tej ciężkiej podróży pierwsza większa radość przyszła jak wjechaliśmy na most łączący Krk z lądem i zobaczyliśmy turkusową wodę przed nami.
Mieszkaliśmy w małej miejscowości Kornic ale najczęściej plażowaliśmy na Punacie i plażach i w innych miasteczkach ponieważ u nas woda nie była tak przejrzysta.
Cały wyjazd uważam za bardzo udany bo pierwszy raz byłam za granicą, zobaczyłam piękne widoki, morze w połączeniu z górami co jest w Polsce niemożliwe do osiągnięcia. Pływałam w cudownej czystej wodzie, nurkowałam i widziałam wielkie ławice rybek przypominające neonki, które kiedyś widziałam tylko w akwarium i skakałam z dachu statku na wysokości jakiś 6 metrów. Było super!
Mogło być jeszcze lepiej gdyby nie spory i jakieś chore sytuacje, które wynikały z grupowego wyjazdu. Nasza wycieczka to był grupowy wyjazd 14 osób w 3 samochodach więc jak się okazało nie dało się uniknąć kłótni. Czasem mąż nie chce się zgodzić z żoną co robić podczas dnia a co dopiero 14 osób!
Ale nie będę się nad tym rozwodzić bo nie ma sensu. Nasz 4-osobowy domek żył w zgodzie i to najważniejsze.
A teraz trochę fotek:
Tu z mężem na plaży w Punacie
Zdjęcia były robione w jeden z chłodniejszych dni w którym nie było wielu amatorów kąpieli i plażowania więc można było zrobić kilka fotek. W inne dni cała plaża była zatłoczona i pokryta masą leżaków, kocy i ręczników.
Plażowaliśmy też na ''Plaży dla psów'' co w pierwszym momencie brzmi śmiesznie ale jak by się nad tym zastanowić jest to bardzo dobre rozwiązanie.
Wiele ludzi zabiera na wakacje swojego czworonoga a nie koniecznie każdy ma ochotę plażować tam gdzie są psy i Np. czuć jak jakiś pupil wytrzącha się z wody nad Twoim ręcznikiem.
My jednak wybraliśmy to miejsce ze względu na to ,że było tam prawie pusto a woda była znacznie czystsza niż na innych plażach.
Jedynym minusem też plaży były dużo większe kamienie na których niewygodnie było się położyć czy siedzieć.
Ale woda była piękna.
Byliśmy też w miejscowości Silo na błotnistej plaży.
Sam pomysł wypaplania się w leczniczym błotu nie był zły ale pomysł plażowania tam cały dzień nie spotkał się z naszą aprobatą więc po pół godzinie byliśmy już w drodze do Punatu.
Płynęliśmy też łódką na dziką plaże Foxy Bay.
Foxy Bay. Woda przy tej dzikiej plaży była cudowna, przeźroczysta i turkusowa :)
Niestety woda tego dnia była zimna i mój Skarb szukał innych rozrywek. Tu widać jak wysoko wlazł :)
Wyjazd był świetny. Było kilka minusów ale to nasz pierwszy taki więc następnym razem po prostu będziemy wiedzieć czego można uniknąć i na co trzeba być przygotowanym.
  • awatar *Just kidding*: zazdroszczę wam tego wspólnego wyjazdu eh:) piękne zdjęcia:)
  • awatar Gość: Super blog - gratuluję ślubu i pozdrawiam Ula z Bolesławca :)
  • awatar Oliw.x): @urodowapasjonatka: Wiem wiem :) Jestem na bieżąco ^^ Wy byliście dużo dalej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W niedzielę wróciliśmy z Chorwacji, ale nie mogę zebrać się ,żeby cokolwiek napisać. Szczerzę mówiąc jestem tak rozbita lenistwem i brakiem jakiś większych obowiązków, że ciężko mi cokolwiek zrobić w domu.
Wierzę ,że chęci nadejdą niebawem :)
 

 
W niedzielę byliśmy na wycieczce w Kazimierzu razem z Norberta Ciocia jej mężem i ich dziećmi :)Karoliną, Wiktorem i małą Oliwką i Filipem :)
W sumie jak to piszę to aż głupio mówić Ciocia bo to ludzie może z 10 lat starsi od Nas i pewnie nigdy nie przyszło by nam do głowy powiedzieć do nich ''Ciociu'' czy ,,Wujku''. Zwłaszcza ,że Wiktor mąż Karoliny, to Norberta pracodawca, a ich córka Oliwka (co jest najzabawniejsze) jest Norberta Chrześnicą. Wobec tego zawsze wszyscy żartują ,że Norbert ma dwie Oliwki , małą i dużą :)
W każdym razie pojechaliśmy wszyscy razem na wycieczkę i bardzo się z tego cieszę. Nigdy nie byłam w Kazimierzu ale zawsze od wszystkich słyszałam ,że jest tam pięknie. Przekonałam się ,że nie kłamali. Rzeczywiście miasteczko jest przepiękne, budynki które otaczają go ze wszystkich stron są wykonane w bardzo podobnym starodawnym stylu, który ciężko mi w tym momencie nazwać ale bez wątpienia był to właśnie taki klimat, który lubię :) Atmosferę trochę psuł organizowany tam festiwal ponieważ na rynku rozstawiali wielka metalową scenę i nie mogłam się rozkoszować widokami średniowiecznej architektury w pełnym tego słowa znaczeniu ;(. Zrobiłam zdjęcie domu , który najbardziej mi się podobał.
W nim odkryłam cudowną galerię ''Lawenda'', która jest urządzona w stylu Vintage i Shabby Chick. Można w niej znaleźć meble i różnego rodzaju akcesoria do wystroju wnętrz utrzymane w tym stylu. Ostatnio temat Vintage bardzo mnie kręci. Póki co mam za małe fundusze ,żeby za bardzo to pokazać w moim pokoju ale kiedy będziemy wykańczać sobie górę domu na pewno zadbam o to aby była urządzona właśnie w tych klimatach.
Zamieszczam link do strony internetowej owej galerii jeśli ktoś byłby zainteresowany :)
http://www.galerialawenda.pl/
Tam kupiliśmy koszyki do naszej szafy, która powoli powstaje :)
Jestem z nich bardzo zadowolona bo zapłaciliśmy nie więcej niż w zwykłym sklepie z wikliną czy sklepach tylu Jysk czy Ikea a koszyki są zrobione dokładnie tak jak chciałam. Pomalowane na biało i wyłożone delikatnym materiałem.
Kupiliśmy też drobny upominek dla Mamy w postaci torebki zapachowej i pysznie wyglądającego ciasteczka :)

Nasza wycieczka może nie była bardzo rozbudowana i bogata w takie atrakcje jak zwiedzanie różnego rodzaju muzeów ale zobaczyliśmy to co najważniejsze. Czyli górę trzech krzyży i niesamowita panoramę miasta :)
Weszliśmy też na basztę przy ruinach zamku.
Owe ruiny lekko mnie rozczarowały ponieważ są w trakcie remontu. Przepatrzyłam w internecie kilkanaście zdjęć tego zamku i niestety dużo bardziej mi się podobał przed ta nowomodną renowacją.
Niestety zdjęcia nie zrobiłam. :(
A tak wyglądała panorama miasta i Wisły z baszty: (wraz z moim Pyszczkiem, któremu było już bardzo gorąco :) )
Płynęliśmy też statkiem po Wiśle i podziwialiśmy wyżej wspomniany zamek.
Poza takimi atrakcjami nie omieszkałam przejść wszystkich stoisk z upominkami i pamiątkami. Szukałąm ciekawych rzeczy i nowych pomysłów na własne twory, a także jakiejś niebanalnej pamiątki z tego miejsca. Przez ograniczone fundusze pamiątki ograniczyliśmy do regionalnych kogutów w smaku przypominających chałkę.
Jednakże na stoiskach znalazłam coś co przykuło moją uwagę. Była to pięknie wykonana biżuteria z modeliny! W życiu jeszcze takiej nie widziałam. Większość osób zajmujących się tego rodzaju handmade'm robi kolczyki i inne rzeczy głownie sposobem wyciskania ich w foremkach. Biżuteria , którą tam zobaczyłam była prawdziwą sztuką, która wymaga dużo cierpliwości i precyzji. Na dowód pokazuję zdjęcia kilku rzeczy.
Byłam na prawdę pod ogromnym wrażeniem i pewnie gdybym wiedziała ,że na co dzień nosze biżuterię na pewno kupiłabym sobie coś takiego.

Dzień nam zleciał bardzo szybko a zmęczenie niestety nie pozwoliło pozwiedzać nic więcej, zwłaszcza że było wtedy chyba ze 30 stopni.
Szybko wróciliśmy do domu ,żeby niedzielne popołudnie wykorzystać na jako taki odpoczynek :)
Mimo wszystko jednak wycieczkę uważam za bardzo udaną i mam nadzieję ,że kiedyś pojedziemy tam jeszcze pozwiedzać trochę więcej.
 

 
Przez wiele lat mieszkałam w bloku i w ogóle nie rozumiałam ile pracy ludzie wkładają w wygląd swojego ogródka. Ile razy trzeba coś podlać ,żeby ładnie zakwitło, jak trzeba pilnować ,żeby pamiętać o odżywce o wyrywaniu chwastów czy przycinaniu suchych liści czy łodyżek. Jak sprowadziliśmy się do domku jednorodzinnego nie bardzo lubiłam zajęć związanych z ogródkiem, często była to dla mnie kara ,że muszę iść z Mamą pielić albo skopywać kawał ziemi zarośnięty perzem. Co prawda miałam wtedy 13 lat ale jeszcze nie dawno nie przepadałam za tego typu pracami. Teraz dużo chętniej pomagam w naszym ogórku, pielę i cieszę się jak coś wyrośnie. Czasem wyjdę do ogródka z aparatem zrobię kilka zdjęć i za tydzień, dwa nie mogę wyjść z podziwu jak wszystko pięknie wyrosło :)
Tak Np. prezentuje się kawałek mojego ogródka z przodu domu. Pierwsze zdjęcie jest robione zaraz po wsadzeniu kwiatków czyli jakieś półtora miesiąca temu, drugie dziś :) Różnica według mnie jest ogromna.
Z wielu miejsc w naszym ogrodzie jestem bardzo zadowolona a wszystko to efekt naszej ciężkiej pracy. W największej mierze mojej Mamy, która pilnowała wszystkiego nawet w amoku ślubnych przygotowań i spraw, pewnie gdybym ja wtedy miała to na głowie wszystko by pousychało.
Pochwalę się zatem kilkoma zdjęciami :)

A tutaj dla porównania pokażę Wam jak rozrosła się moja dekoracja ślubna :) Pierwsze zdjęcie jest kiepskiej jakości ale widać mniej więcej gęstość kwiatów półtora miesiąca temu..
..i dziś, już kilka tygodni po ślubie.
Podlewanie i odżywki robią swoje.
Zatem idę trochę popodlewać i może uda mi się wyczarować jakiś mały bukiecik. Tymczasem na dokładkę pokaże ostatni jaki zrobiłam kilka dni po ślubie z pozostałości po dekoracjach kwiatowych i tego co udało mi się uszczknąć z ogródka :)
Na dziś tyle :)
 

 
Nie pisałam dużo o ślubie i weselu bo jestem przekonana ,że jakbym się zaczęła rozpisywać to zanudziłabym większość z Was.
Jeśli mam opowiedzieć o moich wrażeniach to powiem ,że uważam ,że było cudownie. Niemalże jak z bajki.
Bardzo dobrze wspominam moje samopoczucie tego dnia, to jak wyszła fryzura, to jak wyglądał Norbert, nasz samochód w stylu retro, śliczny kościółek, kazanie którego bez cienia znudzenia wysłuchali nawet goście niewierzący, cudowne łzy szczęścia Norberta podczas przysięgi, piosenki, które śpiewała organistka, białe gołąbki, nasz pierwszy taniec, zabawę na weselu.. Było na prawde cudownie i zapamiętam ten dzień jako jeden z najszczęśliwszych dni mojego życia.
Niestety było kilka rzeczy ,które nie udały się tak jak trzeba i napisze o nich trochę z tego względu ,że nie dają mi spokoju trochę dla przestrogi przyszłych panien młodych :D

Po pierwsze: *Podwiązka!*
Szukaliśmy jej długo wraz z Norbertem jak robiliśmy ślubne zakupy bo wszystkie były dla mnie zbyt rzucające się w oczy a czasem nawet jak wyjęte z festynu. W końcu znaleźliśmy odpowiednią. Niestety najdroższą z możliwych jak się okazało ale jedyną ,którą byłam skłonna założyć.
W dniu ślubu miałam wszystkie dodatki w jednym pudełku. Zaczęłam się ubierać wyszła sprawa nie leżącej mi najlepiej bielizny i podwiązka poszła w zapomnienie. Dopiero podczas mszy przypomniałam sobie ,że jej nie założyłam..

Po drugie: *Bielizna!*
Moją ślubną kupiłam sobie w H&M. Był to stanik typu bardotka bo taki pasował do mojej sukienki i majtki, które były od kompletu. Były wykonane z ze śliskiego, przyjemnego w dotyku materiału (tego samego którym był obszyty stanik ) z delikatną koronką . Wyglądały pięknie. Jednakże ,żeby nie było konieczności ich prania i żeby były na ślubie śnieżno białe tak jak nowe ani razu wcześniej ich nie założyłam. Stanik ,owszem miałam na sobie z 10 razy podczas każdej przymiarki sukni ślubnej niestety musiałam go wyprać ale stwierdziłam ,że majtki oszczędzę i będą nowiutkie w pełnym tego słowa znaczeniu.
I to był błąd.
6 Lipca godzina 16:30 (Zostało pół godziny do błogosławieństwa) , ja się ubieram i stwierdzam ,że te majtki są w ogóle niewygodne. Przez swój ładny wygląd były tak niesamowicie zwiewne ,że miałam wrażenie ,że nic na sobie nie mam. Na codzień nosze bawełniane figi lub bokserki i nie jestem przyzwyczajona ,żeby mieć na sobie coś co nie przylega idealnie do ciała w każdym mejscu. Załamałam się. Chciałam je zamienić na inne ale dostałam od mamy burę i w końcu założyłam te. Po pewnym czasie się przyzwyczaiłam i w ogóle mi to nie przeszkadzało i tak miałam niesamowicie długą sukienkę ale w pierwszej chwili byłam załamana.

Po trzecie: *Wiązanka!!*
Ten temat napawa mnie chyba największą zgrozą, żalem i może nawet smutkiem.
A więc tak, moją wymarzoną wiązankę wybrałam sobie na długo przed ślubem. Wstawiałam ją nawet na bloga. Miała być z różowych różyczek z dodatkiem białych rozwiniętych frezji i odrobiną tych zamkniętych które wyglądają jak takie zielone pączki. Całość miała być zrobiona na tzw mikrofonie , którego rączka miała być owinięta różową wstążką. Kształt wiązanki miał odzwierciedlać kuleczkę z kwiatów.ri.pinger.pl/pgr140/5e2193720029f3a151f01250/t_re_i_frezje_2_840.jpg
Kwiaty do wszystkich dekoracji ślubnych i weselnych kupowałyśmy same bo wszystko też robiłyśmy z wyłączeniem pośrednictwa kwiaciarni tak żeby zaoszczędzić na tym co się da.
Niestety nie dostałyśmy tylu białych frezji ile mi się marzyło więc postanowiłyśmy je zastąpić mniejszymi bardzo drobnymi różyczkami, a te zielone akcenty delikatną zielona margaritką.
Moją wiązankę jak i wszystko inne miała robić Mama. Jednakże dowiedziałam się ,że jedna z ciotek z Norberta rodziny zajmuję się właśnie takimi ślubnymi wiązankami i wielu kobietom z rodziny robiła na ich śluby. Pomyślałam ,że może ona zrobi tą wiązankę ,żeby trochę odciążyć Mamę tego dnia w końcu i tak miała mnóstwo spraw na głowie.
To była kolejna ze złych decyzji.
Moją wiązankę zobaczyłam dopiero gdy Norbert wraz ze świadkiem i rodzicami przyjechali na błogosławieństwo. Wtedy było już za późno ,żeby cokolwiek zmieniać.
Wiązanka nie miała kształtu kuleczki tylko jakiegoś spłaszczonego z góry pomidora. Do tego była dużo za duża!
Mikrofon nie był owinięty wstążką tylko nią przewiązany! Więc było widać ten plastik i cały czas musiałam pamiętać ,żeby trzymać ją dwoma rękami tak żeby zasłaniać ten uchwyt.
O tym jak były ułożone kwiaty i skomponowane nie wspomnę. Margaritka na dole do dziś przysparza mi koszmarów nocnych.
Ilość różowych róż których miało być tam najwięcej... Jak widać.
To była największa z możliwych porażek na tym ślubie i rozpamiętuje ją niestety za każdym razem jak patrze na zdjęcia. Inne rzeczy mogą nie wyjść ale to co Panna Młoda ma na sobie/ ze sobą powinno być idealne.
Moja wiązanka po prostu była brzydka i strasznie żałuję ,że jednak nie powierzyłam mojej Mamie tego zadania.
:(:(:(:(:(:(:(

Po czwarte: *Fryzura w połączeniu z samochodem cabrio!!*
Trzeba być mną ,żeby nie pomyśleć o tym ,że w takim samochodzie będzie mi rozwiewać włosy. Jak ruszyliśmy z pod domu było ok. Jechaliśmy 20km/h wolniutko przez wieś ale gdy samochód nabrał prędkości z głowy zleciał mi welon a moje włosy fruwały w powietrzu. Wszystkie kosmyki , które były delikatnie wpięte żeby zasłaniać spinki od doczepianych włosów latały wysoko nad moją głową.
Zestresowałam się strasznie . Do tego w samochodzie nie miałam ani wsuwek ani lakieru ani nic.
W połowie drogi byliśmy zmuszeni założyć dach a ja przed ceremonią w małym samochodowym lusterku nerwowo wciskałam kosmyki w głowę tak ,żeby jakoś to naprawić.

Po piąte: *Usadzenie gości na weselu!*
Winietki były od początku tematem spornym więc nawet nie nalegałam żebyśmy je mieli. Później jednak pojawił się pomysł zrobienia winietek grupowych typu ''Stół rodziny Panny Młodej'' czy coś w tym rodzaju ale niestety zabrakło czasu ,żeby się tym zająć.
Koniec końców garstka mojej małej rodziny siedziała daleko daleko ode mnie.
Moja rodzina pochodząca w większości z Warszawy, której wesele zdarza się raz na 15 lat nie jest przyzwyczajona ,żeby lecieć szybko i zajmować sobie najlepsze miejsca.
Niestety rodzina Norberta nie zainteresowała się integracją i nie pomyślała ,żeby wziąć do zabawy moją baaardzo nieliczną rodzinę i posadzić gdzieś między siebie.
Siedzieli na szarym końcu obok kuchni.Podejrzewam ,że nie bawili się dobrze i mieli kiepskie humory. Ale wtedy zaabsorbowana tysiącem innych spraw nie mogłam już z tym nic zrobić a jak zobaczyłam jak to wygląda było już po czasie. Nie mogłam przecież powiedzieć ,że ktoś ma się przesiąść bo moi siedzą na szarym końcu.
Byłam później niesamowicie zła ,że nie zrobiłam tych winietek bo mogłam uniknąć takiego odseparowania ich. Gdybym to zrobiła może wesele bardziej by się zintegrowało a tak to miałam wyrzuty sumienia ,że czuli się jakby odtrąceni.


Wiem ,że nie da się o wszystkim pomyśleć ale tych kilku rzeczy teraz niesamowicie mi szkoda.
Poza tym bawiłam się świetnie. Wszyscy mówili mi ,że piękny ślub, samochód, sukienka.. Kto by mnie nie zaczepił mówił ,że świetne wesele i bardzo dobrze się bawi ale można było tych kilku rzeczy unikać.
Może tym wpisem coś pomogę tym , którzy mają to jeszcze przed sobą.

Ja tak jak już napisałam na początku całe życie będę, mimo tych kilku usterek, dobrze wspominać ten dzień i ogólnie cieszę się z tego jak to wszystko wyszło :)
  • awatar Oliw.x): @Dillerka Czekolady: I słusznie! Ja żałuję ,że przed moim ślubem nikt nie dodał takiego posta ;(
  • awatar Dillerka Czekolady: Świetne rady kochana warto wcielić je w życie :) Ja nie wyobrażam sobie żeby wcześniej nie przetestować butów czy też bielizny ślubnej :P Winietki będę miała obowiązkowo żeby troszkę tych gości przemieszać :P
  • awatar mimbabimba: a kiedy będą zdjęcia w trampkach, bo się nie mogę doczekać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 













Ps: Minęło 3 dni od dodania tego wpisu do jego ''widoczności''. Mam nadzieję ,że to już ostatni raz tak...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś się przyznam ,że niektóre pomysły na dekoracje zaczerpnęłam z pingera z inspiracji, które właśnie Wy wstawiałyście :)
Jedną z takich rzeczy są rejestracje do samochodu. Wcześniej nigdy nie przyszłoby mi do głowy ,żeby wstawić tam coś innego niż ,,Zakochani'' , ,,Młoda Para'' czy ,,Na zawsze razem''. Kiedyś na jednym z blogów , który obserwuje zobaczyłam rejestracje ,,Ona nie jest w ciąży'', ,,On nie jest bogaty'' i od razu zapragnęłam takie mieć.
Na początku wcale nie dlatego ,żeby komuś utrzeć nosa jeśli plotkowałby na nasz temat tylko tak po prostu ,żeby było śmiesznie.
Później niestety usłyszałam głupie teksty od ludzi z okolicznych wsi ,że krążą plotki ,że na pewno jestem w ciąży bo w dzisiejszych czasach nie ma w tym wieku ślubów z miłości. Od tamtego czasu wiedziałam ,że już nie odpuszczę sobie tych tablic.
Tą dekoracją w głównej mierze zajął się mój tata. Wyciął z jakiegoś plastikowego tworzywa kształt prostokąta o wymiarach standardowej tablicy, załatwił w introligatorni odpowiedni napis z literek a na koniec moja świadkowa dorysowała tam jeszcze serduszko akrylową farbką.
A tak prezentowała się całość na samochodzie ww stylu retro , który idelnie pasował do kościoła i sali.
Myślę ,że tymi tekstami rozwialiśmy wszystkie wątpliwości.
A powiem jeszcze ,że Ci , którzy byli na ślubie raczej nie mieli wątpliwości ,że nasz ślub jest w 100% z miłości bo podczas przysięgi Norbert popłakał się jak bóbr a wraz z nim wzruszyło się pół kościoła. Ale o tym więcej napisze jak będę miała pierwsze zdjęcia i filmiki od fotografa i kamerzysty.
Na dziś tyle :)
I jak podobają wam się moje tablice czy to za odważny pomysł?



Ps: Czy Wy też nie widzicie zdjęć przy tym wpisie? :/
  • awatar Oliw.x): @Dillerka Czekolady: ;( Może jeszcze zmieni zdanie.
  • awatar Dillerka Czekolady: Myślałam o identycznych tablicach, ale mój narzeczony nie przychyla się do mojego pomysłu niestety :(
  • awatar coccinelle03: Gorzej jak ktoś z dalszej rodziny rozsiewa plotki, bo taka młoda już się zaręczyła w ciąży na pewno. U mnie ślub, że to był tydzień po świętach Wielkanocnych i niedługo rodzę, czy może już-sama nie wiem. Znakomity pomysł z tablicami ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przed ślubem nie pisałam na ten temat bo naprawdę nie było czasu z resztą każda z moich blogowych znajomych , która ma zamiar sama się brać za ubieranie kościoła i sali się o tym przekona.
A więc od początku.
Zdecydowałyśmy z mamą, że same kupimy kwiaty, tiul, wstążki itp i ubierzemy kościół, sale i zrobimy wiązanki i butonierki ,żeby było taniej.
Z tego co pytałam w kwiaciarniach i patrzyłam na stronach internetowych koszty ubrania kościoła zaczynają się od 500zł a kończą nawet na 1500zł!! Sala to koszt ok 1000zł do ilu to tylko od wymagań Młodych może zależeć no i najtaniej gdzie widziałam to 2wiązanki i 2 butonierki dla Młodych i świadków to koszt 300zł.
Do tego jeszcze z takich kwiatowych dekoracji trzeba kupić podziękowania dla rodziców czyli najczęściej te kosze z kwiatami co kosztuje też około 150zł za kosz czasem więcej.
Zakładając ,że wybiorę najtańsze pakiety dekoracja kosztowałaby nas 1800zł nie wliczając tych podziękowań i nie wiadomo czy byłoby to to czego bym się spodziewała.
My wydaliśmy 680zł na kwiaty, 270zł na tiul i ok 300zł za dodatki do wielu innych dekoracji w tym poduszeczki na obrączki itd. Wobec tego też nie wydaliśmy mało bo ponad tysiąc ale kwiaty z których zrobiliśmy poszczególne bukiety czy wiązanki nie ginęły w masie gipsówki i zielonych liści tylko było je na prawdę widać. Do tego kupiliśmy ich tyle ,że starczyło na podziękowania dla rodziców i małą dekoracje w domu ,żeby jakoś wyglądał podczas wizyty kamerzysty i fotografa na błogosławieństwie.
Niestety nie mam zdjęcia ani koszy, ani wiązanek ale pokażę to co udało mi się zrobić przed albo po ślubie.
Tutaj bardzo rozmazane zdjęcie dekoracji ławek.
Było ich w kościele po 8 z każdej strony więc postanowiłam zrobić dekorację na co drugiej.
Przy każdej był tiul z różową kokardą i fiolka z trzema różowymi różyczkami i trzeba białymi wypełnione gipsówką i zielonym dodatkiem.
Do tego jeszcze nie mały bukiet przed ołtarz który pochłonął dużą liczbę róż i eustom (Nazwa tych kwiatów to Eustoma więc nie wiem czy dobrze to odmieniłam)
Przed kościołem też był tiul z wstążkami i takimi kwiatkami jak przy ławkach. I miały być takie dwa kosze jak widać na zdjęciu ale ksiądz kazał je zabrać do środka ,żeby było na ołtarzu ładniej.
Jakość zdjęć jest tragiczna-wiem. Ale były robione na szybko w piątek przed ślubem koło 20 więc byłam tak zmęczona ,że nie miałam czasu już myśleć ,żeby zrobić kilka i żeby było z czego wybrać.
Dekoracja może nie jest jakaś bardzo strojna ale myślę ,że właśnie taka była odpowiednia do tego kościółka. On sam w sobie jest tak niesamowity ,że pewnie nic więcej nie byłoby mu trzeba ale z uwagi na to ,że to ślub no to jednak cokolwiek zrobić wypadało. A powiem ,że i przy tym było bardzo dużo roboty.
Powiązać każdy tiul, przyszyć do niego kokardę ,żeby nie zwisała jak kawałek szmatki, wsadzić fiolki , napełnić je gąbką , ułożyć kwiaty itd..
Niestety zdjęć wiązanek i butonierek nie mam bo w dniu ślubu było za dużo zamieszania ale pokaże jeszcze małą dekoracje mojego holu przy kuchni.
Ta została zrobiona z kwiatów , które zostały i nie nadawały się ani na sale ani do kościoła bo dosyć szybko się rozwinęły (przynajmniej tak myśleliśmy) teraz wiem ,że było to błędne myślenie bo kwiaty stoją do dziś i całkiem dobrze się trzymają.
Niebawem wstawię więcej zdjęć. A dziś już kończę do właśnie będę gotować obiad z Mężem :)
  • awatar Oliw.x): @inspiracjeiwona: Tuil kupowałam w hurtowni tkanin w Ząbkach pod Warszawą, ale nie jest to taki o który mi dokładnie chodziło bo był strasznie sztywny i jak widac na zdjęciach nie układał się jak zwykła tkanina.
  • awatar Monia-chan: prześliczny kościół:)
  • awatar coccinelle03: Różowe akcenty i eustoma też nad tym się zastanawiam super, czekam na resztę zdjęć ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wszystko się udało, stres był niesamowity, zapomniałam podwiązki założyć i wiele wiele innych emocji i przygód ale to wszystko opiszę niebawem. Tymczasem dwa zdjęcia na początek :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem zmęczona i nie mam pojęcia co napisać. Wierze ,że ze wszystkim się wyrobimy a w ogóle to dalej to wszystko do mnie nie dociera. Jakby mi się to śniło. Coś niesamowitego.
Motto powtarzane dziś z Lue
,,-Nikt się nie kapnie''
Jak coś będzie źle lub nie wyjdzie :P
  • awatar coccinelle03: Wszystko będzie dobrze a jeżeli coś nie do końca będzie po twojej myśli to wiesz mi za niedługo będziesz to wspominać mam nadzieję jako zabawną anegdotę ;) Powodzenia :)
  • awatar Szwedzia Narzeczona: no to powodzenia zycze i duuuzo spokoju! moj slub za tydzien, a juz mnie zoladek z nerwow boli :P mam nadzieje, ze dzien bedzie dla Was wspanialy i niezapomniany :*
  • awatar Oliw.x): Dziękuje bardzo :* Takie życzenia na pewno się przydadzą :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Tymczasem trochę o wszystkim i mały skrót tego tygodnia :)

*Poniedziałek*
Wyjazd do Warszawy po koraliki do sukienki.
Hurtownie otwierali o 8:15 a ja już od 7:55 wytrwale czekałam ,żeby jak najszybciej je kupić i dowieźć do krawcowej. (Do Radomia oczywiście )
U Krawcowej jak zawsze usłyszałam ,że już ,,prawie wszystko skończone tylko...'' No i tych tylko zawsze jest mnóstwo, a do tego co 5 min wchodzą ludzie , którzy chcą odebrać swoje rzeczy zostawione do poprawki i też słyszą ,,To co najważniejsze to już skończone tylko...'' i tak dalej.
W każdym razie nie poprawiłam jej humoru tymi koralikami bo ostatnie zdanie jakie usłyszałam to ,, No i na koniec trzeba będzie poprzyszywać te cholerne koraliki!''
Miejmy nadzieje ,że od tych negatywnych energii nie potknę się w kościele o własne nogi ^^'.

*Wtorek*
Ogólne sprzątanie domu i kończenie dekoracji , które postaram się już niebawem wstawić.

*Środa*
Odebrałam suknie!!
Jest przepiękna, myślę ,że na prawdę będę wyglądać w niej jak księżniczka. Co prawda było bardzo wiele nerwów z krawcową, która najpierw źle uszyła gorset, później zobowiązała się do zmian a na koniec doliczyła sobie mnóstwo pieniędzy za poprawki. Ale nie chce o tym pisać ,żeby nie prowokować jeszcze więcej aury ,która nie jest mi w tym momencie do niczego potrzebna.
W każdym razie co najważniejsze suknia ślubna jest przepiękna!

Środa była też dniem w którym zaczął się nieprzyjemny temat panieńskiego o którym też nie wiem czy chce pisać ,żeby nie denerwować się jeszcze bardziej. W każdym razie postawiłam na swoim i będę bawić się w większym gronie a mniej wystawnie. Może jeszcze coś na ten tamat napiszę ale też nie teraz.

*Czwartek*
?????Przez te wszystkie stresy cierpię na zanik pamięci krótkotrwałej.. :D
Zapewne ciąg dalszy doprowadzania do kultury domu, dekoracji itd ale ponieważ nie mam pojęcia co ciekawego napisać o tym dniu na to konto pokażę wam moje buty!!
Te ślubne do kościoła :)
I te kolorowe na wesele :)
Obie pary są dokładnie takie jakie chciałam. Jeśli chodzi o ślub to miałam bardzo duży problem ,żeby znaleźć takie klasyczne gładkie białe obcasy. Wszystko teraz musi być z jakiejś siateczki z kwiatkami, w dziurki bądź z dziurką na palec. A jeśli już są gładkie to niestety jest taki model jaki kojarzy mi się z butami Aladyna. Na maleńkim obcasiku z paseczkiem w kostce ;/
Całe szczęście w końcu znalazłam takie jak chciałam.
Jeśli chodzi o trampki to szkoda tylko ,że Norbert wybrał takie krótkie niepełne ale nie chciałam się z nim kłócić i go namawiać jak woli takie to niech takie będą :)

*Piątek*
Próba z organistką w kościele!!!
Nic do tej pory na ten temat nie pisałam ale wybrałam na ślub dosyć nietypowe piosenki. Ponieważ większość ślubów ,które widziałam nie różniło się bardzo od zwykłej mszy w kościele ja postanowiłam dodać jakiś element który wyróżni w tej kwestii nasz ślub na tle innych.
Oczywiście piosenki ,które wybrałam są jak najbardziej religijne, według mnie nawet dużo bardziej przemawiają do człowieka jeśli chcieć się w nie wsłuchać.
Nie przedłużając wybrałam 3 piosenki Arki Noego i wydaję mi się ,że są idealne na ślub bo można je odbierać jako piosenki mówiące o miłości do Boga ale również do drugiego człowieka.
Nasza organistka na szczęście od razu się na to zgodziła i znalazła odpowiednie nuty ,żeby dobrze wyszło to na organach. Poprosiłam też kilka dziewczynek od Norberta z rodziny ,żeby razem z organistką tworzyły na ślubie chórek i wczoraj odbyła się pierwsza i chyba niestety ostatnia próba w kościele. Na początku trochę się wstydziły śpiewać ale później się rozkręciły i wyszło super. Mam nadzieję ,że i na ślubie tak będzie :)
Do tego będą jeszcze 2 piosenki bardziej kościelne, ale przyznam ,że tez jak na swoją na prawdę piękną treść lecą zdecydowanie za rzadko w kościele.
Bardzo podobał mi się efekt końcowy i strasznie ciesze się ,że zdecydowałam się na coś takiego i ,że Norbertowi tez się to podoba :)

Przy okazji zrobiłam też małą fotorelację z wnętrza naszego drewnianego, romantycznego kościółka:
Tutaj na górze zdjęcia przy światełku siedzi organistka i gra.. moje wymarzone piosenki :)

*Sobota czyli dziś*
Jadę do Warszawy na wieczór panieński.. :D
 

 
Wreszcie kilka rzeczy mam skończonych. Trochę przeliczyłam siły na zamiary. Miałam w planie dużo więcej a tu zostało 12dni a ja jeszcze paru podstawowych rzeczy nie skończyłam ale lada dzień uporam się z tym dekoracyjnym bałaganem. Oto wyniki moich ostatnich prac:
Czyli romantyczna poduszeczka na obrączki
Ni pokażę na jakiej się wzorowałam bo koniec końców moja wyszła całkiem inaczej ale myślę ,że mimo tego ,że jest trochę krzywa, szyta ręcznie itd. i tak jest ładniejsza od tych tradycyjnych satynowych , które widać w sklepach czy w necie.
Jak myślicie?
Opórcz tego pokażę Wam jeszcze moją torebkę ,której może sama nie uszyłam ale ozdobiłam ją ręcznie wykonanym kwiatkiem i koronką jak na poduszeczce, żeby było do kompletu ^^
Do skończenia bałaganu z dekoracjami zostało mi tylko ozdobienie wózka wiklinowego, koszyczków na płatki róż, które będą trzymać dzieciaki, ozdobienie koszyczków pomocy na wesele (na które się niedawno zdecydowałam) i skończenie kościelnych tiuli do ławek i na poręcze. Miejmy nadzieję ,że się wyrobię, bo przecież oprócz robienia tego co przyjemne jest jeszcze masa sprzątania w domu i ogrodzie a do tego cały czas wyskakują różne inne sprawy, które trzeba załatwić.
Miałam w planach zrobienie podziękowań dla gości w postaci serduszek z masy solnej ale niestety nie starczy mi już na to czasu. Za dużo wszystkiego ;(

Żeby zobrazować trochę ile mam na głowie powiem Wam ,że jest 5:27 rano a ja za pół godziny jadę do Warszawy do hurtowni krawieckiej po koraliki do sukni ślubnej ponieważ tych ,które kupiłam ostatnio zabrakło (A w całym Radomiu albo takich nie ma albo są w kosmicznych cenach). Hurtownię otwierają o 8:15 a ja już o 8:35 mam busa z powrotem do Radomia, żeby od razu zawieźć te koraliki do krawcowej.
Także dzień zapowiada się na pełnych obrotach.